Zapytałam w ankiecie moich instagramowych obserwatorów (jeśli jeszcze nie jesteście w tym gronie – zapraszam: instagram.com/kiedy.do.logopedy), czy jeśli rodzic dużo do dziecka mówi, to również dziecko będzie mówiło dużo. Aż 80% osób odpowiedziało, że tak! Tymczasem to nie do końca prawda.

 Ważniejsze od tego ILE się do dziecka mówi, jest to JAK się to robi . I bardzo istotną rolę odgrywa w tym mówieniu… CISZA.

Z mówieniem do dziecka wiąże się takie pojęcie, którego bardzo nie lubię – zanurzanie w kąpieli słownej. Oczywiście nie jest tak, że nie należy do dziecka mówić wcale – słuchając rozbudowanych wypowiedzi maluch przyswaja prozodię języka, osłuchuje się także z gramatyką i brzmieniem słów. Jednak w momencie, kiedy dziecko wykazuje gotowość nie tylko do słuchania, ale również do produkowania (czyli po prostu: mówienia!) – dużo więcej korzyści od takiej kąpieli słownej przyniesie pozostawianie dziecku  ciszy – przestrzeni do jego samodzielnych realizacji .

Gotowość dziecka do samodzielnych realizacji najczęściej rozpoczyna się pomiędzy 9 a 12 miesiącem życia, choć ja jestem zwolennikiem podejścia, że już od pierwszych dni życia maluszka warto starać się mówić w taki jakościowy, a nie ilościowy sposób, aby wyrobić sobie dobre nawyki na przyszłość.

Do dzisiejszego wpisu dołączam bonus: jak zareagował Leon (14,5 miesiąca) gdy “zanurzałam go w kąpieli słownej” oraz gdy pozostawiłam mu ciszę, sami zobaczcie:

 

A teraz nie przegaduję – mówię słowo na którym mi zależy i pozostawiam pełną wyczekiwania ciszę. Czekam, czekam…

 

 

To działa!